Karpacz - Dziecięca wycieczka
Dzieci są niesamowite, bo mogą w każdej chwili zaskoczyć w najmniej przewidywalny sposób. Rodzice pilnujcie swoich pociech. Pewnego pięknego letniego dnia wybrałem się z żoną, jej koleżanką oraz moim 3 letnim synem do Karpacza. Przejazd był bezproblemowy. Odpaliłem moją lagunkę i pomknąłem jak wiatr, aż zobaczyłem tablicę
Karpacz za którą to dopiero zwolniłem. Przejazd przez miasto był dosyć długi, bo część kierowców była po prostu na wczasach, więc prędkość 20 km na godzinę jest chyba zrozumiała, choć z drugiej strony współczuję miejscowym. Gdyby ktoś w mojej ukochanej Zielonej Górze jechał przez miasto 20 km na godzinę nie wiem co bym zrobił, ale w Karpaczu to uchodzi za normę. Gdy już doczłapałem sie do świątyni Wang poczułem ulgę i to był mój błąd, bo Karpacz to miejsce gdzie trzeba jednak ciągle na wszystko uważać. . Tłok tam był ogromny stałem w kolejce do kasy potem do wejścia, a następnie abym mógł wyjść . W całym tym zamieszaniu mój syn stał z jakąś grupą starszych dzieci z Niemiec oczywiście nie mógłbyby się z nimi dogadać, ale spodobały się jemu i poszedł z nimi, a my poszliśmy po rozum do głowy szukając dziecka.
Przeczytaj też: